niedziela, 11 sierpnia 2013

Na węgierskim szlaku w Szymbarku

Dzięki uprzejmości Madzi 
wzięłam udział w kiermaszu rękodzielniczym
organizowanym w skansenie w Szymbarku.
Działo się bardzo dużo i było niezwykle klimatycznie.
Poznałam ciekawych, pełnych pasji ludzi.
Uwielbiam kiermasze nie tylko z tego powodu:
dodają energii i motywacji do twórczego działania.
I te rozmowy! Ech :)
Pozdrowienia dla Jurka -
z jego najlepszym niezależnym
książkowym stoiskiem.
I tak w ogóle kto nie był ten trąba :)

Tu Madzia z moją NAJLEPSZĄ lalką :) oraz cudne dzwoneczki, magnesy, breloki i podstawki jej autorstwa...

Tu z kolei nasze wspólne dobra :)

Klimat był taki, że nie chciało się wyjeżdżać. Ja mogłabym zostać jeszcze na jakiś czas pod strzechą,
w drewnianym domu... mój synek - gospodarz pełną gębą - także :)



Niestety nie miałam zbyt wiele czasu na robienie zdjęć.
Żałuję bo było co fotografować.
Zwłaszcza, że z naszego stoiska rozciągał się widok
na chałupkę, przycupniętą pod cudnej urody jabłonią,
której gałęzie uginały się od jabłek.
Ten obrazek będę sobie przypominała
w chłodne dni jesienno-zimowe :)

2 komentarze:

agatownik pisze...

:) Kochana byłam tam dzisiaj ale nie widziałam Ciebie :/ może byłam już za późno bo chyba gdzieś przed 20 .
Ech... szkoda :/

Margot pisze...

Buuu my wyjechaliśmy o 19. Minęłyśmy się, niestety :(