niedziela, 30 listopada 2014

Kalendarz adwentowy

Rozpoczynamy odliczanie...




Każdy dzień ma osobną kieszonkę,
w której można schować
smakołyk, maleńką niespodziankę
bądź zadanie do wykonania:



Nie zabrakło też małego skrzata,
chojnie przystrojonego
świątecznymi, drewnianymi guziczkami,
pilnującego by odliczanie
przebiegało prawidłowo ;)




Oczekiwanie na święta Bożego Narodzenia
to dla nas magiczny czas.
Każdy krótki i ponury grudniowy dzień
jest przepełniony rodzinnym ciepłem, niepowtarzalną atmosferą,
muzyką, która o tej porze roku brzmi najlepiej
(Frank Sinatra, Ella Fitzgerald,
filmowa muzyka Zbigniewa Preisnera,
Radiowa Trójka...),
zapachami, zestawami barw, świateł...
Celebrujemy przygotowania przedświąteczne
jednak dalecy jesteśmy od
konsupcyjnego blichtru.
Czego i Wam Kochani życzę :)

PS Ciekawe co mój synek odnajdzie jutro w kieszonce numer 1? :)

wtorek, 25 listopada 2014

Niebieski i Czerwony


Jakiś czas temu
na życzenie Basi
powstały dwie lale,
które Mikołaj przyniesie
Małej Julce i Emilce




Deseń na bawełnie, z której uszyłam sukieneczki
rozczulił mnie od pierwszego spojrzenia.
I od razu wiedziałam, że laleczki z lokami w kolorze ecru 
będą miały z nim coś wspólnego.


Guziczki z masy perłowej o niespotykanym kształcie
wystąpiły w roli broszek, odróżniających lalki - bliźniaczki.



Kolor niebiski od zawsze przyciąga moją uwagę
i jest dla mnie istotny
ale to czerwień jest barwą, którą otaczam się
od kilku tygodni...
Być może podświadomie
szukam ciepła
w ostatnich - bardzo ponurych - miesiącach roku.


* konfitura malinowa mojej mamy, ulubiony zegarek, książki, które właśnie czytam, lakier i baleriny.
PS1 Tytuł posta jak nabardziej nawiązuje do filmów Kieślowskiego,
które oglądałam kilkanaście razy,
i w których zawsze znajdę coś nowego, niesamowitego.

PS 2 Życzę Wam Kochani zdecydowanie dużo czerwieni! :)

piątek, 14 listopada 2014

Same umilacze

Wszyscy, którzy są na diecie bezglutenowej
wiedzą jak trudno o naprawdę dobry 
przepis na wypieki.
W sieci można znaleźć wiele wegańskich (lub nie)
przepisów na chleb, ciasta, ciastka, naleśniki...
jednak zazwyczaj przeraża ilość składników,
często nieosiągalnych w Polsce
lub trudnych do zdobycia w pobliskim sklepie
(nie zawsze mamy czas by zamówić coś w sieci,
zwłaszcza kiedy spodziewamy się niespodziewanych gości:),
tudzież bardzo pracochłonnych, wymagających nieustannych
zabiegów pielęgnacycjnych (np. hodowanie alg lub grzybka tybetańskiego).
Jest jeszcze jedna możliwość, której bardzo nie lubię:
niekompletny lub błędnie podany przepis... brrr :/

***

Kilka dni temu, podczas babskich łowów księgarnianych,
znajoma podsunęła mi pod nos książkę
autorstwa Marty Szloser i Wandy Gąsiorowskiej
Kuchnia polska bez pszenicy.
Książka jest gruba, wydana na ekologicznym papierze,
zawiera bardzo dużo tekstu,
niewiele zdjęć (ale za to bardzo apetycznych),
a co najważniejsze treść jest naprawdę
warta aby do tej książki zaglądać.
Znajdziemy tu przepisy wegańskie, wegetariańskie
ale też zawierające składniki zwierzęce.
Autorki stawiają jednak na zdrowe odżywianie
i informują o roślinnych zamiennikach
(są przepisy m.in. na mleka roślinne, pasty,
skwarki z tofu, wegański ocet jabłkowy domowej roboty,
użycie "jajka" z siemienia lnianego i wody,
polewę z karobu i oleju kokosowego...).

Jesienny deser z Chatki: wsypujemy do szlanki warstwami:
nasiona sezamu, wiórki kokosowe, żurawinę i/lub berberys (suszone), płatki migdałowe,
cynamon i syrop z agawy... delektujemy się... :)

Jeśli chodzi o wypieki, czy też potrawy mączne,
z których do tej pory musiałam rezygnować
(np. pierogi, chleb czy bułki, torty, ciastka...),
receptury są bardzo proste,
większość zawiera dosłownie trzy składniki.
Takie ingrediencje jak margaryny, soda oczyszczona czy proszek do pieczenia
pojawiają się zaledwie w kilku przepisach.
Podobnie jest z cukrem, który pojawia się sporadycznie
i w znikomych ilościach (1 łyżeczka).

***

Zauroczona treścią Kuchni polskiej bez pszenicy
entuzjastycznie przystąpiłam do dzieła 
i wykonałam ciasteczka sezamowe
(zmodyfikowałam je używając siemienia zamiast jajka)
z ryżem preparowanym i berberysem
(berberys to mój pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę)
ponieważ ciasteczka nabrały delikatnie
owocowego-kwaskowatego smaku):


Kolejnym przepisem, z którym się zmierzyłam 
był chleb kminkowy z mąki gryczanej i ryżowej.
Wyszedł naprawdę dobry,
miał delikatną ale chrupiącą skórkę
i świetnie komponował się z awokado i ogórkiem kiszonym
(piszę w czasie przeszłym gdyż znikł tak szybko jak się pojawił:)



Podsumowując:
uważam, że warto sięgnąć po Kuchnię polską bez pszenicy,
każdy znajdzie w niej coś dla siebie,
najważniejsze, że to " coś" będzie smaczne i zdrowe :)
A ja cieszę się, że teraz nasza bezglutenowa
dieta nie będzie już tak uciążliwa,
i że mam taką dbającą koleżankę,
podsuwającą pod nos fajne książki :)))



***

A teraz coś zupełnie z innej beczki:
umilacz DIY czyli co zrobić jeżeli
posiadamy w domu trochę koralików i gumkę do ich nawlekania?
Oczywiście bransoletkę!



To naprawdę łatwe:
wystarczy nawlec na cienką, okrągłą w przekroju gumeczkę
koraliki - robimy kilka sznurów równej długości.
(u mnie trzy perełkowe i jedna
ze szklanych koralików Swarovskiego).
Długość dostosowujemy do obwodu nadgarstka
(ponieważ nawlekamy korale na gumkę
obwód bransoletki nie powinien
być wiele szerszy od obwodu nadgarstka).
Następnie nawlekamy koralik z większym otworem
na wszystkie (u mnie cztery) gumeczki
(wiem, to nie jest takie proste ale zapewniam:
przy odrobinie cierpliwości da się)
i robimy dwa mocne supełki, które schowają się
we wnętrzu koralika
(wcześniej zabezpieczamy wszystkie
przeciwległe końce gumeczki,
spinając je spinaczem do bielizny,
aby pieczołowicie nawleczone koraliki nam nie uciekły:).
Potem mocno przywiązujemy kółeczko metalowe
i ucinamy nadmiar gumki .
Później zajmujemy się drugim (tym spiętym spinaczem:)
końcem bransoletki.
Jeżeli ktoś posiada specjalną końcówkę
bransoletka wyglądać będzie jeszcze bardziej profesjonalnie.
U mnie z braku takowej z jednej strony jest
koralik i łańcuszek,
a z drugiej małe metalowe kółeczko
i końcówka od starej zawieszki do telefonu
(co widać na pierwszym zdjęciu powyżej:).



Mam nadzieję, że opis jest przystępny i że się Wam przyda.
Gdyby coś było niejasne, proszę o pytania :)

Pozdrawiam
Margot





sobota, 8 listopada 2014

Paris je'taime

Poznajcie nową , minimalistyczną,
szmaciankę, którą w końcu odważyłam się
zrobić, kierując się wyłącznie
własnymi upodobaniami estetycznymi.



Lalka ma nowe, lniane włosy
(tak kończy się próba dostosowania materii
do własnych potrzeb...:),
ten sposób szycia daje bardzo dużo możliwości
w dobieraniu fryzur
(mój zeszyt z projektami już zapełniają dziesiątki
projektów uczesań ...),
Bluzeczka w paryskim stylu jest wszyta na stałe
(postanowiłam wrócić do początków mego
zmagania się ze stworzeniem
szmacianki idealnej TU)
Spódniczkę i balerinki można zdejmować.

Zdecydowałam też, że w tym modelu lalki
zmienię sposób ozdabiania twarzy.
Malowanie coraz bardziej mi się podoba,
i chociaż wyszywany trójkątny nosek
i szeroki uśmiech są według mnie
bardzo urocze, postanowiłam jednak
sięgnąć do innego rodzaju prostoty
i ujednolicić metodę powstawania buzi.
Pomalowałam ją w całości
farbami akrylowymi do tkanin.

Jak Wam się podoba?

PS Jako że jesteśmy
przy paryskich klimatach:
w Chatce powstają już świąteczne ozdoby tudzież inne "umilacze".
W tym roku zdecydowanie w klimacie vintage :)





Pozdrawiam!
Margot

środa, 5 listopada 2014

Jesienne wieczory i ranki...

... jakie są każdy wie...
możemy je sobie skutecznie umilić
czymś pysznym, rozgrzewającym, aromatycznym... .
Poranna herbata z imbirem i cytryną,
przedpołudniowa kawa z cynamonem,
kakao, czekolada, grzane wino z przyprawami korzennymi...
 świetnie się do tego celu nadają...


Aby dłużej cieszyć się ciepłem rozgrzewającego napoju
wystarczy otulić imbryk, kubek, dzbanek...
Jestem niepoprawną maniaczką szycia ocieplaczy.
Powstało ich do tej pory dosyć soporo.
Oto niektóre z nich:

Ocieplacz nr 1 (z podkładką pod imbryk w komplecie):





Ocieplacz Nr 2 (z budką dla ptaków i chatką oraz bieżnikiem):




Nr3 Ocieplacz - Chatka:




Jeszcze kilka rozgrzewających herbatek i kawek...:)





... plus książka, mruczący kocur i jesteśmy w niebie :)


Pozdrawiam ciepło i słonecznie!