czwartek, 28 marca 2013

zaklinanie wiosny

Ostatnio robiłam wiosenne porządki wśród moich folderów i natknęłam się na zdjęcia ze spaceru, na który wybraliśmy się z mężem podczas świąt dwa lata temu. Zupełnie zapomniałam o tych zdjęciach.
Tęsknię do takiej właśnie aury, za kolorami, zapachami, ciepłem słonecznych promyków....
może już niedługo.... trzeba być dobrej myśli :)



Z tej tęsknoty nawet moje notesiki przybrały wiosenno-letnie szatki:


I jak co roku na wiosnę zrobiłam świeżutką partię mojego kremu, którego tajemną recepturę dopieszczałam przez lata. Niedawno zdałam sobie sprawę, że swój pierwszy krem zrobiłam w 1999 roku. Przez ten czas to mój podstawowy kosmetyk do twarzy i ciała, który ani razu mnie nie zawiódł.
Odpowiednio dobrana mieszanka ziół i olejów w połączeniu z woskiem roślinnym czy też pszczelim stworzyły miksturę idealną, która nie tylko pielęgnuje skórę i ją nawilża ale przede wszystkim skutecznie leczy uszkodzenia skóry (nie tylko zadrapania lecz także te spowodowane alergią).  Krem jest bardzo delikatny więc stosuję go z powodzeniem u mojego niespełna rocznego synka, a mój mąż nie chce słyszeć
o innym kremie. Krewni i znajomi też go sobie chwalą.


Taki krem nie zawiera żadnych sztucznych konserwantów więc najlepiej przechowywać go w lodówce.
Zioła, oleje i naturalne woski nie tylko pięknie pachną, posiadają naturalny miodowy kolor,
lecz także są bardzo wydajne. Niewielka ilość kremu wystarcza na pielęgnację całego ciała.

1 komentarz:

.. pisze...

Oby zaklinanie przyniosło efekty :) notesiki cudo a kremik zamawiam, pudełko na kremik od ciebie mam i oddam :)