czwartek, 21 czerwca 2012

W prostocie siła

Genialność szejków bananowych polega na tym, że można je łączyć z bardzo wieloma składnikami. Są szybkie i proste w przygotowaniu. Smakują (i wyglądają) świetnie zmiksowane ze szpinakiem, natką pietruszki, cytryną, truskawkami, borówkami itp. Nie wyobrażam sobie dnia bez wypicia świeżego, pachnącego szejka.  Bardzo ciekawe smaki można uzyskać miksując banany z ziołami. Szczególnie posmakował mi szejk składający się z trzech bardzo dojrzałych bananów (warto kupować te przecenione) z dodatkiem kilku listków świeżej mięty, kilku płatków dzikiej róży i 12 kostek lodu. Rezultat poniżej:



Szejki to źródło szybko i bardzo dobrze przyswajalnych witamin i enzymów, a głównie tego nam wszystkim potrzeba do szczęścia :)

wtorek, 19 czerwca 2012

Menu na upalne dni

Nareszcie doczekaliśmy się prawdziwej letniej pogody. Upały nie muszą być aż takie straszne, zwłaszcza jeśli dostosujemy nasze menu do aury. Proponuję zrezygnować
z ciężkostrawnych gotowanych potraw, a zastąpić je surowymi pysznościami, które są lekkostrawne, sycące, pięknie wyglądają i przede wszystkim są niezwykle smaczne.
Ja zabujałam się w ogórkowych łódeczkach faszerowanych gęstym sosem z pestek słonecznika z dodatkiem koperku, rzodkiewki i ogórka. Wykonanie nie jest skomplikowane. Wystarczy mieć pod ręką dwa dosyć duże ogórki, pęczek rzodkiewki, 200 mililitrów gęstego słonecznikonezu (z dodatkiem czosnku) oraz kilka świeżych listków mięty.
Obieramy i myjemy ogórki. Przekrawamy je na pół raz w poprzek i raz wzdłuż. Wydrążamy je łyżeczką. To co wydrążyliśmy kroimy drobniutko, przekładamy do miseczki i solimy aby puściło sok. Na tarce o grubych oczkach trzemy rzodkiewkę
i dodajemy ją do miseczki z ogórkami pozbywającymi się soku. Teraz razem się go pozbywają. Odstawiamy na pół godziny i po upływie tego czasu odsączamy. Dodajemy świeżego koperku i słonecznikonezu. Mieszamy i napełniamy powstałym farszem ogórkowe łódeczki. Przystrajamy liśćmi mięty i plasterkami rzodkiewki. I gotowe!


czwartek, 14 czerwca 2012

Peeling waniliowo - różany

Obiecałam Wam kochani przepis na naturalne  kosmetyki i postanowiłam, że pierwszym
z nich będzie przepis na peeling do ciała. Tak się złożyło, że dzisiaj skończyłam robić peeling dla Basi więc dlatego umieszczę na blogu przepis akurat na ten kosmetyk.
Aby samodzielnie wykonać peeling waniliowo - różany potrzebujemy nieco czasu
i naturalnych składników: pół szklanki cukru trzcinowego, pół szklanki soli kamiennej, centymetrowy kawałeczek laski wanilii (lub kilka kropli olejku eterycznego waniliowego choć trudno go w Polsce zdobyć... ale użycie olejku skraca czas powstawania peelingu), kilka ususzonych płatków dzikiej róży bądź innych z pachnącej odmiany, kilka ususzonych kwiatów nagietka i łyżkę glinki (ja użyłam czerwonej glinki Beloun).


Na naturalne kosmetyki wykonane samodzielnie w domu nie musimy wydawać fortuny ponieważ powstają one w większości z produktów spożywczych, które kupujemy do kuchni. Moja rodzinka wychodzi z założenia, że lepiej kupić dobrej jakości produkt spożywczy (chociażby sól czy cukier, które w kuchni nie są przez nas stosowane zbyt często) i zrobić z niego świetny kosmetyk, niż wydawać pieniądze na drogie kosmetyki. Większość produktów używanych w kuchni i do pielęgnacji ciała mamy za darmo: z łąki lub z działki. Jedynie nieliczne składniki kupujemy sporadycznie przez internet (oleje, glinki itp.) lub wymieniamy się chociażby z zaprzyjaźnionym pszczelarzem na zasadzie: produkt za gotowy kosmetyk. Naturalne ingrediencje nie kosztują więcej niż balsam do ciała w supermarkecie czy drogerii a wystarczają na na dłużej, jest ich więcej, że nie wspomnę o korzyściach jakie czerpie z tego nasze ciało i bezbronne istoty, na których testuje się ogólnodostępne kosmetyki. Za niewielką sumę możemy zafundować sobie ekskluzywny kosmetyk rodem z najlepszego spa, jednocześnie nieustannie poszerzamy naszą wiedzę z dziedziny ziołolecznictwa i odkrywamy coraz to nowe produkty spożywcze, które okazują się genialnymi składnikami kosmetyków. Zaczęłam robić swoje kosmetyki ponad dziesięć lat temu i nadal poznaję nowe naturalne produkty np.: olej z krokosza, wosk carnauba czy liczne zioła jak chociażby nostrzyk żółty, które powszechnie rosną przy naszych polskich drogach a okazuje się, że są powszechnie używane w kosmetologii... ale się rozgadałam... lepiej wrócę do wątku głównego :)))

Przygotowanie peelingu z laską wanilii zajmie nam przynajmniej siedem dni ponieważ cukier i sól, którą mieszamy i wkładamy wraz z wanilią do szczelnie zamykanego pojemnika muszą nasiąknąć jej zapachem. Po upływie wymaganego czasu dodajemy płatki kwiatów. Mieszamy i peeling jest gotowy :) Jeżeli nie posiadamy lub nie lubimy zapachu wanilii możemy dodać kilka kropli ulubionego olejku eterycznego i wtedy nie musimy czekać tak długo, wystarczy wymieszać wszystkie składniki.




Kiedy peeling jest gotowy możemy się nim cieszyć :) Najlepiej sprawdza się w połączeniu
z oliwą lub olejem (dla skóry suchej): 3 łyżki stołowe peelingu i 2 łyżki oleju wystarczą na jeden raz (ja stosuję olej ze słodkich migdałów lub z pestek moreli) lub z wodą w tych samych proporcjach (dla skóry normalnej). Przyjemnego używania!

PS Dodam jeszcze, że to fajne opakowanie, w którym podarowałam peeling Basi jest recyklingowe (od Alinki, której dziękuję serdecznie za konsekwentne dostarczanie mi pudełeczek po kremach :)




środa, 13 czerwca 2012

Sezon szpinakowy trwa

Ponieważ uwielbiam szpinak i zajadam się nim od jakiegoś czasu postanowiłam, że nie będę standardowo poddawać go obróbce termicznej ani mieszać listków tegoż z sałatą
i przyrządzę coś odmiennego. Wybór padł na sałatkę makaronową ze szpinakiem. Poszperałam w internecie i wykombinowałam własną wegańską wersję takiej sałatki.
Jest bardzo sycąca i ma "serowy" smak. Podana w przepisie ilość wystarczy dla sześciu wygłodniałych wegusów :)



Przepis jest taki: potrzebujemy duży pęczek (lub dwa małe) świeżych liści szpinaku, dwie spore garście zielonych oliwek, małego opakowania suszonych na słońcu pomidorów, drobnego makaronu (ja użyłam lidlowskich kolanek z pszenicy durum - pół opakowania), bazylii, oregano, łyżki oliwy oraz litra słonecznikonezu (przepis znajduje się TU).

Wykonanie: gotujemy makaron (najlepiej zrobić to na parze - wtedy jest smaczniejszy
i lżejszy), hartujemy go zimną wodą i zostawiamy do ostudzenia pod przykryciem. Wcześniej namoczone na dwie godziny suszone pomidory odcedzamy i kroimy w drobną kostkę. Oliwki kroimy w kółeczka, a szpinak na drobne paseczki. Pomidory, oliwki, oliwę
i przyprawy wrzucamy do makaronu i mieszamy. Zostawiamy na chwilę i zabieramy się do przyrządzenia słonecznikonezu. Kiedy i ten jest gotowy łączymy wszystkie składniki sałatki.
Smakuje świetnie bezpośrednio po przyrządzeniu ale może też postać sobie w lodówce na noc aby się "przegryzła" i wtedy też smakuje wspaniale. Można przyozdobić świeżymi listkami bazylii i pomidorkami koktajlowymi.


czwartek, 7 czerwca 2012

Letnich zbiorów czas...


Pochłonięta obowiązkami świeżo upieczonej mamy zaniedbałam nieco mój blog. Postanawiam się poprawić i zaglądać tutaj jak najczęściej. Na parę dłuższych chwil zawieszam szycie (mam nadzieję, że zarówno czas jak i synek pozwolą mi szybko zmienić tę sytuację) jednak nie zrezygnowałam z innych ulubionych zajęć. Jednym z nich jest zbieranie ziół i kwiatów, z których wyczarowuję różnego rodzaju specyfiki. Pisałam już, że od lat robię własne kosmetyki? Nie? No to piszę i obiecuję wrzucić kilka sprawdzonych
i niezwykle prostych receptur na bezpieczne, nie testowane na żadnym bezbronnym stworzeniu i do tego w stu procentach ekologiczne kosmetyki...



Nareszcie czerwiec pokazał swoje prawdziwe oblicze. Piękna pogoda wywabiła naszą trójkę na spacer. Postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym, nazbierać ziół
i kwiatów. Udaliśmy się zatem w miejsce jak najbardziej po temu odpowiednie, pełne dzikiej róży, świętych krzewów czarnego bzu, na łąki obfitujące w babkę lancetowatą, mniszek, szczaw, chabry i mój ulubiony bratek. Konkurując z zapracowanymi pszczołami zdołaliśmy narwać pachnących płatków róży, a brodząc z wózkiem w gęstwinie łąk upolowaliśmy resztę ziół i kwiatów. Teraz suszą się na lnianej ściereczce w półcieniu. Uwielbiam zbierać zioła. Kupione w sklepie niestety nie umywają się do tych zebranych własnoręcznie. Nic nie zastąpi balsamu do ciała, kremu do twarzy, peelingu czy toniku DIY na bazie wyciągu z ekologicznego zielska :) Nie wspomnę o przyjemności zbierania
i satysfakcji, kiedy późną jesienią i zimą odkręcam słój z pachnącymi latem ususzonymi ziółkami i uruchamiam swą kreatywność.


Masz chęć na filiżankę prawdziwego rumianku? Zapraszam do Chatki :)